Przed serią pruszkowską Szczygielskiego broniłam się jak mogłam, pomimo częstego namawiania przez @dreamingyarn, aż w końcu padła moja kolej w mini-booktourze, który zorganizowała. Chociaż nadal jakoś się specjalnie nie paliłam. Jakoś fart chciał, że chyba przez miesiąc nie miałam nawet kiedy sięgnąć za pierwszy tom serii – Aortę. Kiedy ją w końcu wygrzebałam i siadłam do lektury, byłam świeżo po zakończeniu poradnika o pisaniu Remigiusza Mroza i kilka rad miałam jeszcze w głowie – między innymi pierwsze zdanie. Wracałam do niego kilkukrotnie – nadal tkwi gdzieś w mojej głowie zdanie „Miała miły głos.”

Opis z okładki „Aorty” Bartosza Szczygielskiego zaczyna się takimi słowami:

„Pruszków spokojnie żyje w cieniu niedalekiej Warszawy. Mało kto pamięta o mafii pruszkowskiej, która rządziła miastem w latach dziewięćdziesiątych. Byli mafiosi albo odsiadują wyroki, albo zakamuflowali się i zeszli do podziemia…

Kiedy w mieszkaniu na luksusowym osiedlu dwóch tragarzy znajduje zmasakrowaną kobietę, wszyscy są zszokowani. Sprawa trafia do komisarza Gabriela Bysia z Komendy Stołecznej. Byś musi ją szybko rozwiązać – po ostatniej wpadce to jego zawodowe „być albo nie być”. Tymczasem ma tylko niezidentyfikowane okaleczone zwłoki z wyłupionymi oczami.”

Głównym bohaterem serii jest wspomniany w opisie komisarz Gabriel Byś, ale w fabule pojawia się druga równoprawna główna bohaterka. Czytając Aortę cały czas wyczekiwałam tego momentu, gdy Kaśka i Gabriel ciągle blisko siebie krążący się spotkają. Dzięki dwójce bohaterów mamy dwie, wydawałoby się odrębne historie, które jednak coraz bardziej się zazębiają. Brutalne morderstwo, które musi rozwiązać Gabriel i tajemniczy świat przestępczy, w którym żyje Kaśka. Moje wrażenia? Hmmm, na pewno warto się odrobinę przemęczyć przez pierwszą połowę, żeby historia nas wciągnęła! Ta pierwsza część dość mocno mi się dłużyła, ale w końcu historia zaskoczyła i wciągnęła. Kolejny zaskakujący zabieg zastosowany przez Szczygielskiego to brak tradycyjnego podziału na rozdziały (takie od nowej strony, zaczynały się gdzieś w środku tekstu i to nawet było ok) oraz widoczne przerwy między historiami bohaterów. Zabieg, ponieważ początkowo nie orientujemy sie, że właśnie zaczęła się historia drugiego bohatera, gdyż pierwsze zdanie każdego nowego etapu nawiązuje do poprzednio czytanej części historii. I w ten sposób z opowieści Gabriela przechodzimy do Kaśki i odwrotnie.

Zresztą cała historia Kaśki jest tutaj dla mnie wielką zagadką, która bardzo mocno wciąga i pcha dalej. Początkowo bardzo kibicowałam Gabrielowi, ale to zdecydowanie Kaśki historia ciągnie mnie ku kolejnym tomom, których niestety nie przeczytam ciągiem tak jak planowałam, ze względu na dużą kumulację Booktourów jakie miałam w czerwcu. Pisząc dla Was tą recenzję mam ogromną przyjemność czytać kolejny tom serii o Gabrielu Bysiu – Krew.

Moja ocena: 8/10 👍👍👍👍👍👍👍👍🤜🤜