Długo się zastanawiałam o czym napisać najpierw – coś kreatywnego? Strasznie dawno nic takiego nie pisałam. Czy też podsumowanie Wielkiej Wymianki Ksiażkowej? Skoro dawno nie było kreatywnie, to najpierw będzie trochę o tym, a dokładniej o Bullet Journalu. Natomiast podsumowanie Wymianki pojawi się już jutro. Spodziewajcie się również wielu niespodzianek w tym miesiącu – w tym miesiącu mój blog kończy 2 lata i czas na gruntowne zmiany.

Temat dzisiejszego wpisu jest jak na mnie dość nietypowy, bo jak o organizacji i planowaniu może pisać ktoś kto z organizacja czasu ma niewiele wspólnego, o planowaniu już nie wspominając? Wbrew pozorom dwójka maluchów sprawia, że czas który mamy w ciagu dnia trzeba rozwinać tak by nie tylko zapewnić wszystkie ich potrzeby codzienne ale i uwzględnić nasza pracę, rozkład dnia w szkole, zajęcia dodatkowe i czas dla rodziny.

To, czego najwięcej się nauczyłam przez ostatni rok od kiedy zrobiłam kurs Pani Swojego Czasu to wbrew wszystkiemu nauka odpuszczania, czyli uświadomienie sobie, że doba ma tylko 24h i jak bardzo bym się starała nie jestem w stanie wcisnąć w nią tego wszystkiego co bym chciała robić w ciagu dnia. Nawet jeśli by mi się to udało to za długo by nie potrwało i w końcu mój organizm powiedziałby dość! Krótko mówiąc, najlepszym sposobem na organizację jest wybranie z tego całego „chcenia” tego co naprawdę jest ważne danego dnia i realnie jestem w stanie to zrobić. Takie odpuszczanie przez określanie co jest priorytetem, a co tylko moim chciejstwem. Zawsze staram się określić 1 taki priortet który jest dla mnie hiper ważny i bez ukończenia go nie będę miała dobrego dnia – czasem jest to załatwienie jakiejś ważnej sprawy, wizyty, czasem odstawienie dziecka na zajęcia dodatkowe, a czasem znalezienie chwili dla siebie. Niestety o ile w sprawach domowych w miarę to opanowałam, o tyle na blogu czy w pracy często jeszcze miewam chaos w głowie. Najlepszym sposobem na chaos w głowie jest zrobienie sobie listy absolutnie wszystkich rzeczy do zrobienia. Za co się zabrać? Najlepiej ustawić sprawy wedle ważności i czasu wykonania. Dobrym sposobem jest zajęcie się wszystkimi sprawami na które wystarczy zaledwie 2 minuty, a potem zaczynamy od priorytetów z listy.

Jak to się zaczęło, czyli o moich początkach z planowania

Mniej więcej rok temu byłam po fantastycznym kursie “Zorganizuj się w 21dni” prowadzonym przez Olę Budzyńską (Panią Swojego Czasu), po 2 miesiącach prowadzenia Planera Pani Swojego Czasu i gorączkowo się zastanawiałam czego mi brakuje? Dlaczego system planowania, którego się nauczyłam wraz z fantastycznym planerem do tego przeznaczonym nie zaskoczył i moje strony czasem był na wpół puste, a czasem brakowało miejsca tyle miałam do zanotowania? Wtedy trafiłam, zreszta również dzięki Oli, na bardzo kreatywny blog Kasi Mistacoglu – Worqshop.pl. To tam po raz pierwszy zetknęłam się ze sposobem planowania jakim jest Bullet Journal.


Czym jest Bullet Journal i dlaczego u mnie był strzałem w 10tkę?

Bullet Journal jest metoda planowania stworzona przez Rydera Carrolla (tak, tak, to syn Tego Jonathana Carrolla). Piszę stworzona, gdyż to on nazwał ten sposób notowania / planowania Bullet Journal’ingiem. Choć jak przypuszczam taki sposób istniał od lat, tylko nikt przed Carrollem jej nie nazwał i nie sprawił by takie zwyczajne notowanie stało się modne.

Bullet Journal to najzwyczajniej w świecie “Dziennik Kropkowy” – nazwa wzięła się od oznaczania każdego działa odpowiednią kropką. Cóż jest więc tak niezwykłego w tym sposobie notowania i planowania zapytacie? Otóż po prawdzie – absolutnie nic! Aby rozpocząć przygodę z Bullet Journalingiem wystarczy Wam notes (dowolnych rozmiarów) i pisiadło. Napisałam pisiadło, bo to czym kto lubi pisać również nie ma większego znaczenia dla samej metody. Taki najprostszy zestaw – zeszyt + długopis to podstawa podstaw Bullet Journalingu. Wszystko inne to dodatki z których polecałabym korzystać z rozwagą.

Mój pierwszy notes do Bullet Journalingu był jednym wielkim testem różnych kolekcji, a kalendarz prowadziłam na swój sposób w Planerze Pani Swojego Czasu. Poniżej mała zajawka jak to u mnie wygladało. Jak widzicie testowałam wówczas również rozkładówki pod katem bloga – kompletnie mi się nie sprawdziły. Za to listę seriali tv wykorzystuję do dzisiaj. Zeszyt w linie również nie przeszedł testów pozytywnie.

Dopiero po prawie pół roku przesiadłam się do “prawdziwego” Bullet Journala, czyli zeszytu w którym prowadziłam zarówno codzienny kalendarz jak i kolekcje. Moim zestawem podstawowym jest notes A5 Leuchtturm 1917 Gold z Limitowanej Edycji w kropki oraz cienkopisy Rystor. Dzisiaj prowadzę w nim również notatki z ważnych spotkań. Pomimo tego, że prowadzę mój Bullet Journal już od roku w każdym miesiącu pojawia się w nim coś nowego. Mam swoje stałe strony, bez których nie wyobrażam sobie miesiąca tj.: tabela kalendarza, tygodniowe rozkładówki, strona Pamiętaj by być wdzięcznym (Remember to be Grateful), Śledzenie nawyków (Habit Tracker+Cleaning log), Książki i Filmy. To takie moje małe Must Have.

Na początku każdego miesiąca mam też stronę powitalną – bardzo lubię te strony, gdyż ładnie wyróżniają poszczególne miesiące. Mam na nie sposób, który przyspiesza ich tworzenie, chociaż i tak robię to średnio raz na kwartał. Często zapisuję sobie ciekawe układy i rozkładówki najczęściej poprzez Instagram. Co jakiś czas układam je sobie po 2 na stronie A4 i drukuję. Następnie przerysowuję po śladzie do mojego zeszytu. Jak widzicie poczatkowe strony pozostawiłam w minimalistycznym klimacie, natomiast ostatnio zaczęłam je kolorować. Czas który poświęcam na te strony to ten czas gdy potrzebuję się twórczo zrelaksować i najczęściej łaczy się z rysowaniem miesięcznych tabelek, ale nigdy z planowaniem!

Pamiętajcie – jeśli rysowanie, ozdabianie zajmuje Wam więcej czasu niż planowanie to znaczy, że nie tędy droga. Poczatkowy minimalizm pokaże Wam co się u Was sprawdza, a z czego lepiej zrezygnować. Ja uwielbiam to że zawsze jeśli potrzebuje po prostu coś zanotować też to mogę zrobić i nie muszę już nosić zarówno kalendarza jak i notesu.

Mój kolejny notes już niedługo będzie w drodze do mnie – podobno jest lepszy od Leuchtturma! Skąd to wiem? Twórczyniami Planera Pełnego Czasu są Pani Swojego Czasu i Kasia z Worqshop.pl, która sama zachwala go jako lepszy od Leuchtturma1917 – zresztą przeczytajcie sami. Dla mnie to wystarczajaca rekomendacja. Natomiast jeśli chcielibyście sami przetestować Planer Pełen Czasu zamówcie swój egzeplarz tutaj – przedsprzedaż z darmową wysyłką kończy się co prawda dzisiaj na koniec dnia, ale macie spore szanse ;). Poniżej wrzucam Wam jeszcze kilka rozkładówek, które bardzo lubię, niektóre z nich pojawiąjąc się naprawdę rzadko – np. Future Log czy Kalendarz Księżycowy. Zawsze mogę je uzupełnić w środku 🙂 To największa zaleta Bullet Journala – możliwość ciagłych zmian i modyfikacji pod codzienne potrzeby.

Co odkryłam dzięki planowaniu z Bullet Journalem?

Rysowanie czy ozdabiania wcale nie musi się odbywać w Waszym Bullet Journalu. Ja dzięki Bullet Journalowi powróciłam do pisania piórem. Nawet sprawiłam sobie atrament w kilku różnych kolorach. Zaczęłam się uczyć rysowania akwarelami oraz poznawać sztukę nowoczesnej kaligrafii. Jak się okazało po czasie, Bullet Journal stał się dla mnie nie tylko fantastycznym sposobem na planowanie i notowanie, ale też naukę nowych rzeczy.

Jeśli podobał Wam się ten wpis napiszcie mi o tym poniżej 👇 Jeśli macie jakieś preferencje o czym chcielibyście przeczytać najpierw – również zostawcie mi ślad poniżej 👇 Do usłyszenia w środę – będzie o podsumowaniu Wielkiej Wymiany Książkowej vol. 4!