Wielka Wymiana Książkowa do której Was zapraszałam w moim ostatnim wpisie już się zakończyła. Wszystkie moje paczuszki poszły w świat, pozostało oczekiwanie na nieliczne paczuszki które jeszcze do mnie nie dotarły. A później przyjemność czytania wieczorową porą. Hmmm chyba muszę urządzić sobie specjalny kącik czytelniczy – koniecznie z uszakiem i stolikiem na herbatkę 😉Nie wiem czy też tak macie – pomysłów na teksty w głowie multum, ale zawsze się znajdzie jakiś Wredny Mały Powód, który Wam przeszkadza na wszelkie możliwe sposoby (niemalże jak Mały Głód z reklamy Danonków). Niestety jeszcze nie znalazłam na niego skutecznego w 100% sposobu. Pisanie postów na bloga bywa dość trudne, zwłaszcza na początku drogi gdy ciężko określić jak często pojawiające się wpisy to właśnie to o co nam chodzi. Niektórym wystarczy wpis raz w miesiącu, innym rzadziej ale kluczem do sukcesu wydaje się nie jak często tylko czy zachowujemy jakąkolwiek regularność? Podobno Na początku drogi podobno powinno się pisać nawet 3 wpisy tygodniowo. Wow! Super, bardzo bym chciała móc pisać tak często – od kiedy prowadzę Bullet Journal wielokrotnie przygotowywałam plany miesięczne uwzględniające taką częstotliwość. Niestety przy moim trybie pracy i 2 kochanych maluchach okazało się to niemalże misją niemożliwą…

Mój wpis o Bullet Journalubył właśnie takim pierwszym testem – czy da się zrobić ciekawy i atrakcyjny wizualnie / zdjęciowo tekst przygotowując go wyłącznie w telefonie? Dlaczego w telefonie? To narzędzie które mam ze sobą absolutnie wszędzie, a czas spędzany w komunikacji miejskiej mogę dzięki temu spożytkować bardzo konstrukcyjnie. W obróbkę zdjęć w telefonie dość długo wątpiłam czy to dobre rozwiązanie, czy na pewno osiągnę taki efekt jak planuję? Podczas Środy Dzień Bloga w Campusie Google przekonałam się nie tylko, że jest to całkiem realne, ale poznałam również kilka nowych narzędzi i sztuczek jak sprawić by osiągnąć planowany efekt. Wszystko to na wykładzie prowadzonym przez #Hasztagalek. Jeśli macie wątpliwości tak jak ja – zajrzycie na jego profil na instagramie – wszystkie zdjęcia nie tylko robi, ale również obrabia telefonem!

Postanowiłam również wprowadzić cykl wpisów z recenzjami książkowymi i filmowe. Pomysł przyszedł mi do głowy właśnie po ostatniej Wymianie, w związku z czym większość tytułów będzie dostępna na wymianę 😉 Jak Wam się podoba ten pomysł? Pierwszą recenzję – filmową mam już dla Was gotową 😉 Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń.

Recenzja filmu „Walk in the woods” (pol. Piknik z niedzwiedziami)

Trafiłam na ten tytuł przypadkiem i nie żałuję. Oczywiście obejrzałam ten film dzięki obsadzie – w głównych rolach wystąpiła para starych wyg Hollywood – Robert Redford i Nick Nolte.

Film jest oparty na historii Billa Brysona, znanego autora tytułów podróżniczych i o języku angielskim. Bryson na stałe mieszkający w Wielkiej Brytanii powrócił wraz z rodziną na 10 lat do Stanów. Podczas tego okresu zdecydował się na wyprawę Szlakiem Appalachów – jednym z najdłuższych szlaków turystycznych ciągnącym się przez 3500km wzdłuż amerykańskiej części pasma górskiego Appalachów. Na wyprawę zabrał swojego przyjaciela. Pomyślicie – ale co w tym ciekawego, że 2 podstarzałych panów wybrało się na wycieczkę? Hmmm… ano właśnie to, bo czy często zdarza się by osoby w podeszłym, no dobra średnim, wieku wyruszały na wielotygodniowe wycieczki po górach z plecakami i namiotami na plecach? Podróżnicy, których spotykają nasi bohaterowie nie tylko są dużo młodsi, ale i zdecydowanie sprawniejsi, więc sporo żartują sobie z naszych bohaterów – Billa i Stephena. Rzeczywiście są wolniejsi, trochę bardziej nieporadni i przez całą podróż zdażają im się różne przygody, często dość zabawne, czasem rzucające cień strachu na bohaterów. Na szczęście udaje im się wychodzić z nich cało.

Cały film bije ogromnym optymizmem i nadzieją – na pewne rzeczy nigdy nie jest za późno, o ile tylko czujemy w sobie potrzebę, znajdzie się i siła. Jeżeli mamy jakieś marzenie to ono w końcu się spełni, czasem tylko trwa to odrobinę dłużej niż zwykle. Czasem nasze marzenią mogą się wydawać innym absurdalne. Ale pamiętajmy – to nasze marzenia! Póki dla nas nie są absurdalne to wszystko zmierza w dobrym kierunku. A że czasem musimy się sporo napracować by je spełnić? Wedle słów Ellen Johnson Sirleaf:

Jeśli nasze marzenia nie są przerażające, być może nie są wystarczająco duże.

Pamiętajmy o tym spełniając nasze marzenia.